
Witaj na stronie Stasia Lewandowskiego!
Cześć to ja, malutki Stasio :) Na razie tylko potrafię patrzeć, uśmiechać się, czasami zapłaczę ale pisać jeszcze nie umię, więc tą stronę chwilowo przygotowuje mój tatuś. Ale już wkrótce to ja sam będę tutaj pisywał. Jeśli chcesz popatrzeć jak rosnę i jak się zmieniam to zapraszam do oglądania galerii moich zdjęć Miłej zabawy :)
A tutaj możesz poczytać co mi się w życiu przytrafiało
Początek
17 grudnia 2006 roku taki sprytny teścik pokazał mojej mamusi, że w jej brzuszku zaczyna rosnąć mału, kochany kurczaczek, czyli ja. Wtedy naprawdę byłem malusieńki i jeszcze nie byłem chłopcem albo byłem, ale nikt tego jeszcze nie wiedział.
W mamusinym domku
I tak powoli sobie rosłem u mamusi w brzuszku, było mi tam dobrze, ciepło i bezpiecznie. Powoli robiłem się coraz większy i większy. 15 lutego 2007 moi rodzice zobaczyli mnie pierwszy raz na ekranie USG. Miałem wtedy niecałe 10cm i mocno machałem rączkami aż tatuś spytał się pana doktora o to. Ciągle jeszcze się ukrywałem i nie wiadomo czy będę chłopcem czy dziewczynką, chociaż ja już wiedziałem, że będę Stasiem.
Chłopiec
19 kwietnia moi rodzice znowu mogli na mnie popatrzeć, niestety ciągle tylko na ekranie monitora USG. Byłem już większy i co najważniejsze powiedziałem im: to ja Wasz kochany synek.
Ciągle w brzuszku
I tak sobie szczęśliwie rosłem w bezpiecznym domku. Od pewnego czasu zacząłem się pokazywać moim rodzicom wypychając swoje kolanka i piętki przez skórę brzuszka mojej mamusi. Bawiłem się też z tatusiem, on łapał mnie za kolanko a ja mu uciekałem a brzuch mamy po prostu cały się ruszał. A tatuś żartował, że zaraz "obcy" wyskoczy", ale mu to wybaczam.
Narodziny
I tak sobie rosłem w brzuszku mamy i niby wszystko było w porządku, ale zachodziły, jakieś podejrzane zmiany. W pewnym momencie, sam nie wiem, czemu jakoś się przekręciłem i moja główka była skierowana na dół, chociaż wolałbym może inaczej. I zrobiło się tak jakoś ciasno. No i na dodatek 18 sierpnia zaczęło się trzęsienie ziemi i w pewnym momencie, o godzinie 23:10, nastała jasność i zobaczyłem jakiś ludzi, jeden mówił do mnie: Stasiu, to ja twój tatuś, inny mnie przytulał do swojej piersi i mówił: przytul się do mamusi. I w ogóle było tak jakoś jasno, chłodno, i an dotaek tego wszystkiego wkuli mi jeszcze mi metalowy drut w moje małe ciałko. Ale ja nie płakałem, rozglądałem się ciekawie dookoła, bo mimo tych niedogodności podobało mi się tutaj. Jakaś Pani powiedziała, że ważę 3250g i jestem długi na 53cm i że dostałem 10 punktów, czyli byłem zdrowy jak mała rybka. I przy okazji, chciałbym w tym miejscy podziękować Pani położnej, Pani doktor i wszystkim osobom, które się mną zaopiekowały i były z nami razem w tych pierwszych chwilach, w szpitalu n a Solcu w Warszawie. Miałem się urodzić w szpitalu Św.Zofii, ale trafiłem na Solec i naprawdę nie żałuję, moje pierwsze chwile samodzielnego życia były naprawdę miłe i za to Wszystkim Wam dziękuję. I jeszcze raz, przede wszystkim Pani położnej i Pani doktor, nie pamiętam Waszych imion i nazwisk, ale pamiętam Wasze twarze. I myślę, że mój braciszek lub siostrzyczka ma duże szanse aby przyjść na świat również na Solcu :).

